Recenzje kulturalne

Pillion to nie jest komedia romatyczna

W tym roku, znów dzięki studiu A24, dostaliśmy film poruszający temat kinkowej relacji – tym razem w queerowej odsłonie. Poprzednio na blogu pisałyśmy o filmie Babygirl, który naszym zdaniem nie był udanym portretem tej dynamiki. Dlatego i tym razem wybrałyśmy się do kina jako para z doświadczeniem w BDSM, żeby sprawdzić, jak film poradzi sobie z przedstawieniem relacji D/s.

W tej recenzji unikam spoilerów, więc jeśli zastanawiacie się, czy Pillion jest filmem dla Was, spróbuję pomóc Wam podjąć decyzję.

O czym jest Pillion?

Pillion opowiada o nieśmiałym, niedoświadczonym Colinie (Harry Melling), którego drogi krzyżują się z tajemniczym, dominującym motocyklistą Rayem (Alexander Skarsgård). Niepewni wchodzą w relację D/s (Dominance/submission) osadzoną w społeczności gejowskich bikerów. Brzmi jak wstęp do erotyka, jednak film wybiera eksplorację tych motywów poprzez ich zderzenie z rzeczywistością. Nie stroni od niepewności i niezręczności, sprawnie prowadząc niedopowiedzenia początkowo jako źródło humoru, a stopniowo budując z nich konflikt.

Zwiastun i marketing filmu wprowadzają w mylne wrażenie, że będzie to komedia romantyczna osadzona w kinku. Humor się znajdzie, jednak nie jest to romans. Pillion to historia o wchodzeniu w kink, dojrzewaniu w swoich pragnieniach i o potrzebie komunikacji.

Niestety, kolejny raz widzimy, że niepisana zasadą kina jest, że BDSM nie idzie w parze z miłością.

Czy Pillion to film erotyczny?

Nie, choć dziennikarze zapewniają, że zobaczycie ostre sceny. Osobiście określiłabym Pillion raczej jako film bardzo otwarty na seksualność, pokazujący ją bez wstydu czy autocenzury.

Dla niektórych widzów – szczególnie jeśli to ich pierwsze spotkanie z gejowskimi motywami kinkowymi – pewne sceny mogą być szokujące. Jednocześnie film rzadko buduje napięcie erotyczne w klasyczny sposób. Zamiast tego często podkreśla niezręczność, niepewność i doświadczenie osoby, która dopiero wchodzi w taki świat.

Jako para lesbijek nie jesteśmy może najlepszymi osobami do oceniania „pobudzającego” potencjału scen z mężczyznami, ale zdecydowanie nie jest to film, który stawia na erotyczną fantazję.

Jak kink jest przedstawiony w Pillionie?

Po raz kolejny kino nie daje nam reprezentacji zdrowej relacji BDSM. Jednak Pillion pokazuje jedną bardzo konkretną relację między dwiema osobami z własnymi historiami, potrzebami i ograniczeniami.

Bohaterowie nie wchodzą w relację jako puste archetypy Dominującego i uległego. Colin przychodzi z niepewnością, brakiem doświadczenia i potrzebą znalezienia miejsca, w którym ktoś jasno powie mu, co ma robić. Ray z kolei wydaje się kimś, kto w kinku znajduje strukturę i poczucie kontroli – coś, co pozwala mu utrzymać porządek w swoim świecie.

Przychodząc na film o społeczności bikerów, byłam na zobaczenie dominacji zmieszanej z toksyczną męskością i trudnością w wyrażaniu emocji. Tymczasem Ray jest postacią znacznie bardziej zniuansowaną. Zdecydowanie nie jest dobrą reprezentacją Dominującego – jego potrzeba struktury i kontroli, a szczególnie potrzeba posiadania ostatniego słowa, wchodzi w niezdrowe rejony. Jednocześnie jest opanowany, nie wyładowuje swoich frustracji poprzez kink i potrafi być opiekuńczy.

W porównaniu z wieloma filmowymi Dominującymi, którzy są przedstawiani jako agresywni, manipulujący lub emocjonalnie niedostępni, jest to zaskakująco ludzki portret.

Warto też pamiętać, że książka Adama Mars-Jonesa Box Hill, na której opiera się film Pillion, inspirowana jest latami 70. W tamtym czasie styl dominacji reprezentowany przez Raya był znacznie częściej obecny zarówno w fantazjach, jak i w rzeczywistych relacjach. Od tamtej pory społeczność BDSM przeszła ogromną zmianę – szczególnie w kwestii komunikacji, negocjacji i podmiotowości osób uległych.

Przykładowo, taki koncept jak safeword, dziś widziany jako podstawa komunikacji w BDSM, nie był wtedy jeszcze rozpowszechniony (pierwsze użycie jego jako terminu datuje się na ’79).

Wiedza o kinku

Czym jest safeword i dlaczego każdy go potrzebuje?

Jeżeli flirtujecie z kinkiem, próbujecie kajdanek, opasek na oczy czy innych elementów, ale nie jesteście przekonani czy to nazwać BDSMem, warto i tak przyjrzeć się jakie środki bezpieczeństwa istnieją i mogą okazać się przydatne w waszym życiu - łóżkowym i poza łóżkowym. Jednym z najczęściej pojawiających...
Czytaj dalej

Relacja zbudowana na niedopowiedzeniach

Przede wszystkim Pillion to film o komunikacji, a raczej jej braku. Nie dotyczy to tylko kwestii dynamiki Dominujący – uległy, a raczej czegoś bardziej uniwersalnego w relacji między dwoma osobami. Ich innym wyobrażeniu tego, co ich łączy, ich potrzebach i tego, czego od tej relacji oczekują. Ekscytująca tajemniczość Raya to tak naprawdę małomówność i trudność w otwarciu się przed inną osobą. W połączeniu z nieśmiałością, niedoświadczeniem i trudnością z mówieniem o swoich potrzebach Colina tworzy to mieszankę wybuchową.

Problem komunikacji nie dotyczy wyłącznie głównej pary. W mniejszym lub większym stopniu można go dostrzec u większości bohaterów. W pewnym sensie można nawet odnieść wrażenie, że jest to temat przewodni całego filmu.

Moja partnerka po seansie zażartowała nawet, że dotyczy on również twórców – bo momentami trudno powiedzieć, czy film próbuje coś jednoznacznie skomentować, czy raczej po prostu obserwuje swoich bohaterów

Zdecydowanie nie jest to film, który mówi rzeczy wprost. Co osobiście uznałabym za techniczny plus scenariusza. Dzięki temu, że nie mamy narzuconej interpretacji wydarzeń, otwiera to możliwość wielu czytań i dyskusji. Przez co jednak nie jest to raczej film, który można włączyć sobie w tle dla relaksu, ale jeśli macie ochotę na wejście w dyskusję, jest jak najbardziej warty zobaczenia.

Skóry, motocykle i poczucie wspólnoty

Jednym z największych atutów Pillion jest to, że kink w filmie nie istnieje w próżni.

W przeciwieństwie do innych filmów poruszających temat BDSM, które opowiadają o jednej parze jakby stanowiły jedyny przykład takiej relacji. Dzięki temu w Pillionie dynamika między głównymi bohaterami nie jest reprezentacją całego BDSM, lecz tylko jedną z wielu możliwych historii.

Środowisko bikerów, w którym jest osadzony film, może wydawać się groźne, hermetyczne i zdominowane przez toksyczną męskość. Tymczasem Pillion pokazuje ich od środka jako grupę ludzi z własnymi rytuałami, poczuciem humoru i wzajemnym wsparciem.

Twórcy współpracowali z osobami związanymi z tą subkulturą, co widać w detalach i naturalności scen grupowych. Zamiast stereotypowych „groźnych motocyklistów” dostajemy środowisko, które, choć czasem surowe w swojej estetyce, ma w sobie dużo ciepła i wspólnotowości.

W tle pojawia się też duża różnorodność ciał, wieku i sprawności. Jednym z detali, które szczególnie przykuły moją uwagę, był Dominujący poruszający się o lasce, który w jednej ze scen po prostu siada na składanym krzesełku, żeby wygodniej zająć się swoim partnerem.

To drobny moment, ale bardzo znaczący. Pokazuje, że kinkowa społeczność nie jest zarezerwowana dla jednego typu ciała czy jednej wizji seksualności. Jest przestrzenią znacznie bardziej różnorodną

Czy warto zobaczyć Pillion?

W moich oczach Pillion jest dobrym filmem, poruszającym interesujące tematy. Wywołującym skomplikowane uczucia, potrzebę dekompresji i dyskusji. Moją obserwacją, i tym, czym skusiłam moją partnerkę do seansu, jest to, że osoby, które w kinku przyjmują bardziej uległe role, a osoby bardziej domujące, mają bardzo odmienne odczucia wobec filmu.

Nie demonizuje kinku, ale pokazuje zderzenie fantazji – służalczości 24/7, wszystko decydowane za Ciebie – z rzeczywistością. To, że potrzebna jest negocjacja, że czasem potrzebna jest pauza, że życie się zdarza i rodzina czasem nas potrzebuje.

Nie jest dobrą reprezentacją. I dzięki temu, że w tle przewija nam się więcej kinkowych osób, nie ma przymusu być. Jest to tylko jedna historia, jeden przykład, opowieść o jednej relacji, takiej, jaka się czasem zdarza. Dlatego też nie polecałabym tego filmu osobom, które są spoza klimatu kinku.

Pillion jest dla osób kinkowych, szczególnie zainteresowanych społecznością. Osób, które są mniej doświadczone lub znają BDSM jedynie z pornografii/erotyki. Pokazuje to, co wiele osób musiało nauczyć się na własnej skórze. Pokazuje, jak ważne w BDSM są komunikacja, negocjacja i granice. Że osoby uległe mają swój głos i powinny odzywać się; jednocześnie nie tracą możliwości bycia uległymi i słuchania kogoś innego. Na wszystko znajdzie się czas i miejsce – nawet w relacjach 24/7.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *